czwartek, 31 stycznia 2008

Dziś ostro wziąłem się za szydełko. Nie, nie z pilności. Raczej ze wstydu. Ostatnie dwa dni byłem w tej dziedzinie nieco (nieco?) leniwy, bardziej zajmowałem się śledzeniem swego złego samopoczucia niż koronką. A ktoś na nią czeka…

Jaka będzie? Oczywiście brugijska. Te najbardziej lubię. To prawda, że przy tworzeniu serwetki na określony rozmiar, łatwiej robić ją z motywów. Jednak ta będzie brugijska. Środek jej wypełniać będą niewielkie kółeczka, dookoła nich wić będzie się taśma. Taśma inne niż te, które zwykle spotkać można – z samych półsłupków, przez co podobna będzie do szalika…

Skąd to wiem? Już taką robiłem. Ta, którą od kilku dni dłubię, będzie większa. To, przy koronce brugijskiej, oznacza projektowanie zupełnie od nowa. Stąd emocji dreszczyk i radość większa, kiedy jej pierwszy właściciel nie będzie musiał przez nią nowego mebla do domu kupować.

 

Koronka z pączkiem

 

Lecz pomyślcie sami! Czy mogę zaległości dziś, w tłusty czwartek, nadganiać skutecznie, gdy tak słodka, ponętna, smaczna, niezapomniana, rozkoszna, misterna, piękna i pociągająca przeszkadzajka wabi ręce i oczy?

19:56, koronekczar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 stycznia 2008

Czekając na kolejny numer „Dorki”, a w nim przepis na serwetkę przedmiotem zakładu będącą, gryząc palce przeglądałem zdjęcia innych pokazanych w kupionej gazecie robótek. Zaintrygowała mnie okrągła, biała serwetka, co wyglądała zupełnie jak strzelecka tarcza. Wydawała się prosta, jednak żadna z koleżanek nie potrafiła wskazać choćby miejsca od którego należało zacząć jej tworzenie. To było wyzwanie, które osłodzić mogło niedawną porażkę.

Gdy po pięciu dniach serwetkę wreszcie zrobioną do pracy przyniosłem, czułem się niczym stojący na podium (najwyższym!) olimpijczyk, poznałem jaki smak ma ziarnko przez kurę znalezione ślepą.

Prawie jak Molierowski Jourain, nie wiedziałem, że potrafię robić koronkę brugijską. Długi czas nazywałem ją koronką taśmową, później węgierską (Dlaczego? Jeszcze o tym wspomnę). Popatrzcie na nieco muzealne (z racji bylejakości) zdjęcie.

  
Okrągła koronka brugijska

Taśmowa (pasmowa) koronka szydełkowa powstała jako imitacja włoskich koronek renesansowych i koronek klockowych. Stąd nazywa się ją koronką z Brugii - od nazwy miasta słynącego właśnie z koronek klockowych. Zasadniczy wzór brugijek tworzy taśma (pas) robiona w różnorodny sposób i uzupełniona różnorakimi połączeniami. Taśma może powstawać na wielką mnogość sposobów. Może być zrobiona oddzielnie, potem kształtowana i łączona szydełkiem lub igłą. Najczęściej jednak zarówno kształt taśmy oraz łączenia powstają w trakcie jej szydełkowania. Pierwsza odkryta i zrobiona przeze mnie brugijka może być właściwie dobrą tego szkołą. Każda z taśm jest inna - różnią się szerokością oraz występującymi w nich ażurami. Łączenia taśm też są prawie zawsze inne.

Cóż, niekiedy i zakład przegrany frajdę przynieść może.

sobota, 26 stycznia 2008

Zainteresowanie koronką pojawiło się w mym życiu wcześnie, nieoczekiwanie i przypadkowo. Byłem uczniem, gdy zesłany na miesięczne wakacje do Babci i Cioci – byłem „więźniem” ich troski: - Nie wychodź, bo chłodno; – To nie kolega dla ciebie; - Nie biegaj za piłką, bo się spocisz… Co robić? Na szczęście w miasteczku była biblioteka. Musiałem jej być wierny, bo - w kategorii czytelnik najlepszy - zdobyłem nagrodę.

Jedna z książek opisywała tworzenie teneryfek. Wiele nad nimi godzin (ku zadowoleniu Cioci) przesiedziałem, by wymotać choć jedną – garbatą i krzywą.

Potem chude były lata, w których koronek ani krzty nie było. Pasja zrodziła się w maju 1978 roku. Siostra zapragnęła mieć, jakże modny wówczas, haftowany pasek. Mnie uczyniła jego projektantem. Alem człek leniwy – idąc do pracy, w kiosku dojrzałem robótkową gazetę (i to w czasach kiedy w nich – poza kioskarką – niewiele już było). Z nadzieją, że znajdę tam wzór na pasek – kupiłem. Gazeta miała tytuł: „Dorka” i przy nim dopisek „Dobré rady každému”, co to w języku południowych sąsiadów znaczy, pojmie chyba każdy.

Gdy koleżanki w pracy zaczęły oglądać mą zdobycz, zachwyciło je zdjęcie szydełkiem robionej serwetki. – Piękne, mistrzynią być trzeba, żeby takie cudo zrobić! Na co złośliwie nieco zaoponowałem: - Jeżeli kto szydełko trzymać potrafi, nich weźmie słownik czesko-polski, a dalej już łatwo…

Skończyło się wyzwaniem, w zasadzie zakładem: - Pokażemy jak oczka robić, nici kupimy i miesiąc ci damy!

I zakład przegrałem. Nie pomógł słownik - nie było w nim skrótów, a pismo było w języku słowackim, natomiast w miejscu opisu feralnej serwetki po oczach biło tylko jedno zdanie: Z braku miejsca, opis wykonania serwetki zamieścimy w kolejnym numerze…

20:53, koronekczar
Link Komentarze (5) »
To mój pierwszy blog, czyli taki w którym - z pewnością - nie zabraknie błędów.  Mam nadzieję, że nie zabraknie też pasji. Tą pasją są koronki - głównie szydełkiem robione.
20:53, koronekczar
Link Komentarze (4) »