czwartek, 26 sierpnia 2010

Wpadam do Internetu - po powrocie do zdrowia i roboczego świata - a tu prawie na każdym blogu czytam słowa, które sam zamierzałem napisać: "Już jestem, przepraszam za długie blogowe nieróbstwo". To chyba jakaś epidemia czy inna zaraza. Pora się z tego otrząsnąć.

Z radością donoszę na samego siebie: Po wielu miesiącach zmagania ze zdrowiem, a raczej jego brakiem, mogę napisać, że nabieram coraz więcej przekonania (a nawet pewności), że mam się coraz lepiej. Serce rytmu i siły nabrało. Nadziei we mnie tyle, że dam radę potrzebujących obdarować wielu.

Natomiast pochwalić się szydełkowymi osiągnięciami, niestety, nie mogę. Nie, żebym zupełnie szydełka się wyparł. Powstało w czasie sierpniowych upałów i opadów kilkanaście serwetek z rozetą wypukłych elementów (nazwanych przez niektówych truskawkami, przez innych zejściami do schronu). Za dwa, trzy dni skończę niewielką szydełkową dłubankę. Natomiast jutro zrobię fotkę ostatniemu nabytkowi znalezionemu na targu staroci (i wstawię na bloga), którego pewnie niejedna osoba robiąca na drutach czy szydełku będzie mogła zazdrościć.

22:00, koronekczar
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 sierpnia 2010

Pajęczyna lenistwa oplata mnie ostatnio solidnie. Do tego swoje dokłada pobolewanie lewego oka. Wynik: Nie mam czego na blogu pokazać. Jedyną nowością w domu jest lilia pajęcza, która nadzwyczaj bujnie zakwitła dwa dni temu. Wieczorami napełnia pokój przyjemnym zapachem.

Lilia pajęcza

Fachowa jej nazwa to (chyba) Hymenokalis, jednak nazwanie jej lilią pajęczą jest bardziej sympatyczne. Jej cebulkę zacząłem pielęgnować dwa lata temu. Szkoda, że kwiaty nie są bardziej trwałe.

Ten biały drobiazg na dole zdjęcia to corpus delicti mego lenistwa – siedem okrążeń nowej serwetki zrobione w… siedem dni! Strach w przyszłość spoglądać.

12:42, koronekczar
Link Komentarze (7) »
czwartek, 05 sierpnia 2010

Od pewnego czasu sporo w korespondencji trafia się pytań dotyczących serwetki nazwanej „Gerbera”, którą pokazywałem w postach datowanych na 30 kwietnia oraz 5 i 18 maja 2009 roku. Jak widać nie dla wszystkich słowny sposób opisu jej wykonania jest najlepszy. Prosicie o schemat. A z tym kłopot, bo mój talent w tej materii jest raczej zerowy.

motyw Gerbera

Środek motywu nie sprawia trudności. W pierwszym okrążeniu na kółku z 20 oczek łańcuszka robimy 20 półsłupków.

Okrążenia drugie: 20x(1 sł. w półsłupek – 1 o. łc.), trzecie: 20 x (1 półsłupek w oczko łańcuszka – 5 o. łc.), czwarte: 20x (w każdy łuk robimy: 3 półsłupki – 1 o. łc. – 3 półsłupki) nie są trudne.

Okrążenie piąte: 4 płsł. w trzy półsłupki i w oczko łańcuszka (to zrobiliśmy na połowie pierwszego płatka gerbery) – 19x(1 o. łc. - 8 półsłupków, które robimy kolejno w to samo oczko łańcuszka, sześć półsłupków i oczko łańcuszka które jest szczytem następnego płatka). Podobnie robimy na każdym płatku gerbery – w każde oczko łańcuszka wbijane są zatem dwa półsłupki dzielone oczkiem łańcuszka, a między nimi rosnąca liczba półsłupków wkłuwanych pod jedną nitkę). Okrążenie kończymy 1 oczkiem łańcuszka i czterema półsłupkami, po czym zamykamy je oczkiem ścisłym.

Dalej działamy jak w ubiegłorocznym poście majowym pisałem.

Popatrzcie jak to wygląda na zdjęciach:

po 3 okrążeniach

Tak wygląda praca po zrobieniu trzech okrążeń. Jej brzeg stanowi dwadzieścia łuków.

po czterech

Okrążenie czwarte: na każdym łuku zrobiłem: 3 półsłupki – 1 oczko łańcuszka – 3 półsłupki.

po pięciu

Okrążenie piąte: w kolejne trzy półsłupki robimy po jednym półsłupku – w oczko łańcuszka robimy: 1 półsłupek, 1 o. łc., 1 półsłupek – w kolejne trzy półsłupki po jednym półsłupku. W rezultacie na każdym płatku gerbery mamy: 4 płsł. – 1 o. łc. – 4 płsł.

po sześciu

Okrążenie szóste, w którym na każdym płatku mamy: 5 płsł. – 1 o. łc. – 5 płsł. I w taki sam sposób rosną nam płatki w kolejnych okrążeniach.

A teraz coś w rodzaju schematu okrążeń od trzeciego do szóstego. Widać na nim (taką mam nadzieję), że w każdym płatku na półsłupku robimy półsłupek, natomiast w każde oczko łańcuszka robimy 1 płsł. – 1 o. łc. – 1 płsł., przez co wielkość płatka się powiększa.

schemat

Życzę każdemu radości z tej pracy, a mnie wstydu za ten koślawy rysunek oszczędźcie.

22:36, koronekczar
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 26 lipca 2010

Wełniaczki - http://welniaczki.blox.pl/html - mają dwa lata. A jest to blog, na który warto wpadać, zwłaszcza gdy pogoda – zewnętrzna i wewnętrzna – nie dopisują. Tam zawsze można naładować akumulatory. A wpadając teraz to i z fantem wyjść można. Wełniaczki ogłosiły urodzinowe candy. Oczywiście misiowe! I ja w kolejce stanąłem, bo candy mocno zielone, a to kolor nadziei.

Wełniaczki, bądźcie nadal radosne, choć w wiek dorosły wkraczacie. Dwa lata blogowania, to prawie matura!

W mnie zastój. Szydełko na wczasach, nici na urlopie. Nawet do odkurzania zbiorów robótkowych książek sił całkiem nie stało. Zapatrzyłem się w otrzymaną wieki temu serwetkę… Na wspomnieniach się skończyło…

koronka z małych motywów

10:41, koronekczar
Link Komentarze (5) »
czwartek, 22 lipca 2010

Zaczęło się wszystko od tych kilku dwunastokątnych motywów tworzących niewielką serwetkę odnalezioną podczas dawno już sobie obiecanych robótkowych porządków. Pamiętam, że w Koniakowie zrobiłem zdjęcie wiekowej serwetki, której ten motyw stanowił środek. Szukając go, bezskutecznie, powyciągałem wiele robótkowych staroci: zapisków, zdjęć i czasopism.

motywy dwunastokątne

Takie sentymentalne porządkowanie wspomnień ma to do siebie, że trwa, trwa i trwa. Przecież każdą karteczkę, każdy kłębek trzeba wziąć do ręki, sercem i pamięcią mu się poprzyglądać. Tak też stało się ze zdjęciem tej małej serwetki. Pamiętam, jak lat temu trzydzieści i kilka cierpliwie rozgryzałem sposób w jaki te motywy zrobiono. Przewodnikiem był mi słowacki miesięcznik „Dorka”. Po raz pierwszy zobaczyłem go w kiosku w 1978 roku. Od tej pory zdobywanie kolejnych numerów było przygodą i wielkim wyzwaniem. Może trudno w to teraz uwierzyć, lecz przed panią w kiosku, a potem w empiku, starania czynić trzeba było niemałe, by kolejny numer odłożyć zechciała pod ladą. Na „Dorce” właśnie uczyłem jak robi się koronki szydełkiem. Pierwszą była ta zrobiona z motywów pokazanych wczoraj.

Nie wiem czy słowacka „Dorka” nadal cieszy ludzi. W mych zbiorach, choć w jakże siermiężnej zda się dziś postaci, nadal miejsce szczególne zajmuje. Popatrzcie na zdjęcie pokazujące zbiór będących wciąż jeszcze w mym domu robótkowych gazet i zapisków.

stare gazety i notatki

Stosik po prawej to „Dorki” właśnie. Obok nich „Anna”. Też miesięcznik, ukazujący się w języku niemieckim. Zawsze miałem sporą cześć dla jego wydawców. Było pismem na wysokim poziomie, z niebo lepszą szatą graficzną. Wersja polskojęzyczna powoli lot obniżała, w końcu wydawca (Burda) „Annę” odesłał w niebyt.

Szkoda „Dorki” i „Anny”. Ważne były dla kogoś, kto szydełkiem robionym koronką się parał (choć zajmowały się znacznie szerszym wachlarzem technik rękodzielniczych). Sądzę, że dziś najlepszym w lubianej przeze mnie dziedzinie rękodzieła prym wiedzie ukraiński „Duplet”. Niestety, podglądać go tylko mogę czasem w Internecie, bo ani w kioskach, ani w księgarniach pytać o niego nie warto. Nawet empik chwalący się, że kupić u niego można wszystko, na ten temat rozmawiać ze mną nie chciał.

Aż się prosi, by kolejny akapit poświęcić współcześnie wydawanej polskojęzycznej prasie z tej dziedziny. Pozwólcie mi jednak w tej sprawie zachować milczenie. Rozdzieramy szaty z powodu wielkich upałów, po cóż jeszcze z innego powodu dalej je rozrywać.

Wracając do zdjęcia: obok jeszcze nie do końca rozdanych potrzebującym numerów „Anny” piętrzą się różnorakie gazety, a na końcu - po lewej - zbiór przerysowywanych, przekalkowanych  (dawniej) i kserowanych (później) kartek z wzorów przeróżnych tysiącem. Jakże każdy z nich był cenny i ważny… Dziś konia z rzędem temu, kto zdołałby ład w tych kartkach, zapiskach i zdjęciach wprowadzić.

Jutro porządkować zamierzam pozbierane z tej dziedziny książki. Strach się bać!

22:13, koronekczar
Link Komentarze (8) »
środa, 21 lipca 2010

Winienem się chyba wybrać na dłuższy urlop. Pozostanie w miejscu grozi mi popadnięciem w rutynę. Dziwne, że nawet dobre i fajne sprawy mogą człowiekiem zawładnąć, czyniąc go uzależnionym na amen. Do takich należą, jak się okazuje, nawet wymianki, jakże miłe zabawy blogowe…

Ostatnia chyba się udała, obdarowani byli zadowoleni lub bardzo uprzejmi. A lektura komentarzy napisanych na ich blogach pod zdjęciami „truskawkowej”  serwetki nader skutecznie głaskała (i głaszcze) mą próżność. Wzorkiem pochwaliłem się w gronie przyjaznych mi osób, a grzech to niemały. Ciężką też pracą jego odkupienie – wrzucono mnie w sam środek truskawkowego świata. Nic tylko „truskawki” – z nimi wstaję, zęby myję pośpiesznie, golę się, jem naprędce sklecony obiad i z nimi zasypiam… Szydełko uczulenia zaczyna dostawać, nici – niestety – w pobliskiej pasmanterii są zawsze dostępne. Dzisiaj zacząłem trzynastą kopię truskawkowej koronki. Nadzieja w tym, że sezon na te owoce nie będzie trwał wiecznie...

Podobnym szlagierem była w dawnych latach serwetka robiona z motywów. Też wymogła na mnie paromiesięczne do niej przywiązanie. Składała się z kwadratów wymyślonych przez kogoś na Słowacji i publikowana w „Dorce” lat temu ponad dwadzieścia:

motywy kwadratowe

Próbkę tę zrobiłem z białego kordonka nr 8 wydobytego z worka resztek i nici dawnych.

15:22, koronekczar
Link Komentarze (3) »
niedziela, 11 lipca 2010

Gorąco, szydełko od palców klei się jak nigdy… Postanowiłem zająć się tego lata serwetkami o mniejszym rozmiarze. Fajne zajęcie: wczoraj start, a dziś już na mecie. No, może prawie... Przyglądając się „na gorąco” serwetce zrobionej warto, jak zawsze, pomyśleć co by w niej zmienić.

pierwsza próba

Schemat, proweniencji japońskiej chyba, czytelny spotkać można w necie. Podobnie zdjęcie serwetki.

zdjęcie oryginału

schemat

Już w trakcie pracy zmieniłem trochę okrążenie, które zaznaczyłem nadrukiem czerwonym. Postanowiłem bardziej symetrycznie rozłożyć na nim pikoty. Wydaje mi się, że trochę pomogło.

Co dalej jednak? Myślę, że robiąc serwetkę w wersji ostatecznej zrezygnuję z czegoś w rodzaju kwiatków w jej środku (miejsca w rodzaju tych „podpisanych” kolorem niebieskim; chyba nie potrafię zrobić ich bardziej porządnie, więc tworzą jakieś nieregularne i nieładne plamy. Po tej zmianie wzór – taką mam nadzieję – stanie się bardziej klarowny, bardziej uwypukli jej piękne zwieńczenie łukami ze słupków dzielonych oczkami łańcuszka z pikotami na nich zbudowanymi.

Może zmienię też nici. Na białe i bardziej cienkie. Serwetkę w wersji próbnej (średnica 25 cm) zrobiłem z MAXI w barwie beżowej szydełkiem 1,25.

21:39, koronekczar
Link Komentarze (15) »
piątek, 09 lipca 2010

Z niezwykłego blogowego świata „Sasankowo to i owo” przyleciała do mnie mucha, dwie nawet. Przyleciały z wieścią, że właścicielka rocznego już bloga pragnie oddać je w dobre ręce.

mucha 2

Pogadałem ze Zbójem. Przyobiecał przyjąć je godnie i z wielką przyjaźnią. Mając takie zapewnienia odważyłem się stanąć na tym owadzim blogu w przeogromnej kolejce.

Jeśli pragniecie, by muchy w domach Waszych zamieszkały z Wami, czas macie do jutra. Wystarczy wejść w krainę - http://sanka1.blogspot.com - i wpisać się w komentarzach. Nie wiem czy dobrze robię pisząc te słowa, toć mnożę sobie bez liku przez to konkurentów. Mam jednak musze serce i każdemu życzę szczęścia.

Prezenty z mojej zabawy blogowej z 12 maja wysłane.

koronka z zabawy blogowej

Wiem, że jeden do adresata już dotarł. Każdy z trzech laureatów serwetkę dostaje podobną. Przyznam, że kusiło mnie dołączenie do każdej z nich wzoru. Odpuściłem, toć niezbyt to ładnie wychwalać własne dłubanki. Toć są bardzo proste – słupki jedynie i oczka łańcuszka. Wystarczy okiem rzucić na zdjęcie, wzór w necie znaleźć i dopasować do rąk swych, nici i szydełka.

Inaczej z ostatnio robioną serwetką z trójkątnego filetu. Mimo uprzejmych Waszych pochwał, praca byle jaka jest i basta. Pozwólcie przemilczeć zawarte w niej grzechy… Lepiej być powinno w sesji poprawkowej.

23:09, koronekczar
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 05 lipca 2010

W 20-letniej „Annie” znalazłem serwetkę typu file, zbudowaną na bazie trójkątów. Zwiewną, niedużą… Postanowiłem ją, jako przerywnik w koronkach bardziej zawiłych, dziś zrobić.

I wyszła... klapa! Pokazuję ją jako obraz upadku. Wzór ten robiło się wcale niełatwo. Niezwykle często udawało mi się błędy popełniać: a to trójkątów za mało było, innym razem zbyt wiele… Nie do końca czytelne jest (choć schemat wyrysowany jest bardzo starannie) połączenie grup słupków łączonych górą (stąd dylemat: robić dwa razy po 3 słupki czy sześć słupków złączonych). Solidnie nauczyłem się jedynie prucia i prucia, i prucia…

Serwetka nie jest krochmalona, nawet nie jest prana. Taka demonstracja „na gorąco” przed odesłaniem w niebyt. Udało mi się jedynie zmotywować siebie, by zrobić ją ponownie w sesji poprawkowej. Jak miną upały, bo palce się pocą i nić staje się czymś rozlazłym i bardzo nieładnym.

Filetowa serwetka z trójkątów

Średnica 25 cm, nici białe Muza 30 tex x 4, szydełko 1,00.

Niezwykłe są Wasze komentarze, jakimi ostatnio mnie darzycie. Ciepło od nich bije ogromnie. Urosły mi skrzydła, zdrowie w garść się wzięło. Dziękuję, dziękuję.

Serwetek z zabawy blogowej, o których pisałem poprzednio, do nowych właścicieli jeszcze nie wysłałem – więc zdjęć pokazać nie mogę. Maja71 nie podała jeszcze adresu, a chciałem przesyłki te w ręce poczty oddać równocześnie. Poczekam do jutra…

22:31, koronekczar
Link Komentarze (11) »
czwartek, 01 lipca 2010

…jestem. Nieco słabujący, ale z wolą przeżycia. Dni ostatnie do tych najbardziej upragnionych nie należały wcale.  Zupełnie jak u Gałczyńskiego: Niedobrze, serce, głowa… W dodatku przez firankę srebrne dachy… No, może nie tak bardzo srebrne były, ale przyglądałem się im nocą każdą z okna, bo leżenia  już miałem w nadmiarze. Nocą było łatwiej (i jest nadal). Mniej pobolewa i zawroty jakby mniejsze… Może przy księżycu trudniej je zauważyć…

Gdy szpital był już za mną, bardziej niż szydełkiem zajmowałem się igłą. Nie, nie haftowałem. Igłą, którą wkłuwano nie w kanwę czy płótno, lecz we mnie. Wybaczcie, miejsca nie zdradzę, nie zademonstruję też na zdjęciu tego haftowania efektów. Było, minęło – mam taką nadzieję…

Jestem, chyba  lepszy, bo serce mam… bardziej wrażliwe. Tak sądzę, bo kazali mi na nie uważać i troszczyć się bardziej.

Czy szydełko w tamtych dniach było przedmiotem upragnionym. Wstyd przyznać, lecz zaprzeczyć muszę.  W domu za to obłożyłem się stosem starych książek o tym jak drzewiej ludzie dziergali, hafciki, tkali… i w jeszcze bardziej przemyślne sposoby życie wokół siebie robili piękniejsze. Stwierdziłem, że tych książek – zębem czasu nadgryzionych wielce - zbyt wiele już u mnie. Podobnie gazet przeróżnych, nici i szydełek. Te ostatnie zachłanności mej przeogromnej są przednim dowodem. Mam ich pięćdziesiąt z hakiem. I hak ten jest spory.

Jak sił nabiorę - i jeśli wytrwałości starczy - postaram się pozbyć wielu ze skarbów tych z domu. Wierzę, że wśród Was znajdą się miłośnicy widełkowania, irlandzkiego zmagania z szydełkiem, tkania kiedyś cerowaniem zwanego, haftów łatwych i bardzo zawiłych, drutowania sympatycznych i prześmiesznych wytworów sprzed wieku. Szkoda, że nie są to dobra wirtualne, bo byłoby łatwiej… Klik, i cieszą innych, a tak to trzeba będzie zmagać się z paczkami, kopertami, znaczkami, przekazami… Brr…

A jednak szydełko też niekiedy zajmowało w tamtych dniach me ręce. Wynikiem tego dopełnienie prac wszystkich związanych z ostatnią blogową zabawą. Każda z zainteresowaną nią osób:

otrzyma dokładnie ten sam drobiazg szydełkiem robiony. Wszystkie trzy, pod czujnym okiem Zbója, wysychają teraz, szpilkami przypięte. Od jutra na baczność wykrochmalone czekać będą na wskazanie im nowego miejsca zamieszkania (na adresy, gdzie je przesłać, czekam pod: smarzyk@o2.pl). Po wysłaniu natomiast drżenia pełen, obaw i nadziei czekał będę na sygnał czy praca ma choć trochę radości Wam sprawia.

Barbaro, czekasz pewnie na mą odpowiedź na temat blogowych przeprowadzek. Poczekasz jeszcze? Wybacz, nie był to jednak teraz temat najważniejszy. A wszystko przez dwie sprawy: mój blog bloksowy nie sprawia mi podobnych do Twoich problemów, a nadto jakoś nie w głowie mi teraz nauka nowego blogowania (a może strach przed nią). Jednak ile razy Twe nowe internetowe mieszkanie odwiedzę, acham i wzdycha, bo tam tak jest pięknie…

21:20, koronekczar
Link Komentarze (11) »