poniedziałek, 27 lutego 2012

Nadal bezruch szydełkowy jest u mnie bezmierny. Jednak narzekanie na siebie, świat i innych niczego nie zmieni. Postanowiłem działać małymi kroczkami. A zaczęło się od kupienia nici – zupełnie mi nieznanych. Gdy w pasmanterii nie było Maxi w ładnym beżu, zaproponowano mi Cotton Filet. Ładne nici w równie ładnym kolorze. Nie podejmuję się jednak podać ich rodowodu – na metce dwa źródła: Hungary i Germany.

Zgodnie z metkowym zaleceniem wziąłem w ręce szydełko 1,5, by po kilku- (nie wiem: kilkunastu czy kilkudziesięciu) minutach powstał taki drobiazg:

drobiazg, zalążek nowej serwetki

Nie to „dzieło” jest tutaj najbardziej ważne. Istotne, by każdego dnia drobiazg ten „obrastał” kolejnymi oczkami, a to co z tego powstanie będę co kilka dni pokazywał na blogu pokazywał (z radością lub wstydem). Może będzie to zalążek nowej serwetki.
Czy to sposób dobry na wydarcie codziennie kilku minut więcej dla swego hobby?

piątek, 17 lutego 2012

Dziś o koronkach nie będzie. Jak ma być, skoro od ponad tygodnia okiem na żadne oczko zerknąć nie zdołałem. Zajęć multum, pomocy zero! Myślę niekiedy o likwidacji blogowych stron, bo wstyd taką mumię w Internecie trzymać. „Węzełki” – kółeczko moje robótkowe – ma mieć latem wystawę, zachęcam jego uczestniczki do pracy wytrwałej, a sam wzorem być mogę jedynie lenistwa. Siedzę co prawda nad dwoma schematami, mam chęć je robić, a chęcią jedynie piekło brukować można.

Najbardziej przykre jest to, że nawet po Waszych blogach surfuję nieczęsto. Gdy już chwilę na taką przyjemność znajdę, i tu niepokój do serca się wkrada, bo trafiają się blogi znaku życia nie dające, choćby cenionej przeze mnie Maranty…

Dziś dzień jednak szczególny, więc zdjęć i wieści o Negricie brakować nie może. Negrita staje się trzpiotowanym najczęściej, ale przyjacielem. Teraz też podgląda, sprawdza co człowiek jej robi, gdy udaje, że bardzo zajęty.

rzuk oka zza komputera

Chodzi za mną wszędzie. Gdy makaron fabryczny do garnka wrzucam – marudzi, że domowy jest lepszy, demonstrując ma maszynie do ciasta rozrabiania i chleba pieczenia.

Negrita na maszynie do chleba

Potem na łowy rusza z wzrokiem skupionym, sylwetką skamieniałą, bo gołąb na balkon odważył się wtargnąć! Właśnie – na balkon! Serce dygoce ze strachu, bo wkrótce wiosna, trzeba będzie w jakiś sposób siatkę na balkonie umocować, a dwie lewe do tego mam ręce i lęk wysokości spory nad miarę, a piętro aż szóste.

Łowy

Gdy wszystko w domu skontrolowane, pomieszczenie każde sprawdzone dwa razy, miska z karmą opróżniona do czysta, a człowiek butów na nogi nie wkłada – można być spokojnym, udać się tam gdzie najcieplej, najciszej, a i tak wszystko z góry obserwować można.

Najmilsze miejsce przy kaloryferze

Negricie, i wszystkim kotom, kotkom, kocurom, a także kociakom, tysiące serdeczności w Światowy Dzień Kota!

Miau!

Ps. Pozdrowieni dla p. Mirki, opiekunki kotów chorych, nieszczęśliwych i bardzo samotnych. Negrita z wdzięcznością pamięta każdą godzinę w jej domu spędzoną.

22:10, koronekczar
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012

Wreszcie jestem gotowy na rozpoczęcie… wigilijnego świętowania. Nie, nie pomyliły mi się kalendarze. Po prostu dopiero dziś udało mi się skończyć serwetkę, która w zamyśle miała być ozdobą bożonarodzeniowych dni.

koronka sześciokątna

Zrobiony z kordonka Ariadny 30 tex x 4 sześciokąt, którego rozmiar w najszerszym miejscu wynosi 49 cm, zrobiłem szydełkiem 1,0. I może mógłbym się nim cieszyć, gdyby nie czarna radość mojego domu – Negrita.

Negrita, czarna kotka

Prawda, że piękna? Popatrzcie na to futerko! Czarne, niezwykle powabne, przez większą niż zwykle długość i cienkość włosów bardzo delikatne. Kontakt z nim mam każdego ranka przy czesaniu Negrity, czego raczej nie lubi. Nieco czarnych „kłaków” na grzebieniu czy zgrzeble zostaje, reszta w niewidzialnej postaci fruwa po całym mieszkaniu. Zbieram je z dywanu, bułki masłem smarowanej – jeśli zjadanie śniadania telefon na nieco dłużej przerwie. Koszula pod koniec dnia też w nie jest bogata. Pralka nie daje rady – wyciągam z niej koszule pełne czarnych piegów, które cierpliwie wyskubuję ręcznie.

Godzę się z tym bez rozpaczy, by nie rzec – z uśmiechem. Mniej radośnie podczas szydełkowania. Czarne włoski lgną do białej nici jak ćma do światła czy mucha do lepu. I choć staram się, wydłubuję je co kilka centymetrów, choć z nimi walczę zajadle, efekt jest mizerny. Stąd ta tytułowa serwetka piwniczna, bo chyba właśnie piwnica będzie miejscem w którym ostatnio zrobiony sześciokąt znajdzie miejsce spoczynku. Z daleka czarnej dżumy atakującej białe nici chyba nie widać, lecz jak ktoś okulary na nos włoży i wzrok wytęży, z pewnością dostrzeże efekt walki kto w tym domu ważniejszy: bielą epatująca serwetka czy czarnowłosa piękność.

Negrita atakuje serwetkę

Jakie wyjście z impasu? Czarne hiszpańskie koronki tworzyć – oczy się buntują. Kota na białego zamienić – serce nie pozwala…

21:55, koronekczar
Link Komentarze (14) »
wtorek, 13 grudnia 2011

O tym, że już grudzień, świadczy nie tylko kalendarz. Potwierdza to także kwitnący na oknie grudnik, kaktus bożonarodzeniowy. Mam go trzeci rok. Teraz podziwia go każdy, kto odwiedza moje mieszkanie.

kwitnący kaktus

Innym „dowodem” nadchodzących świąt jest – powoli, oj powoli – rosnąca biała, okrągła serwetka z motywami świec. Mam nadzieję, że w Wigilię uda się ją położyć na stole. Dziś jednak musiałem zrobić przerwę w jej wzrastaniu, bo poproszono mnie o udzierganie siedmiu zdobień do świec. Do otrzymanych zielonych nici dokupiłem złote (czego na zdjęciu raczej nie widać) koraliki. Wydumałem taką oto „koronę” dla świeczki.

ozdoba na świecę

Robiąc powyższe zdjęcie doszedłem do wnioski, że gdyby tę koronę odwrócić powstałby koszyczek osłaniający świecę.

zestawienie dwóch ozdób

Sam nie wiem, która wersja bardziej się może podobać.

19:08, koronekczar
Link Komentarze (4) »
środa, 16 listopada 2011

serwetkowy jamnik

Miesiąc biedziłem się z tym jamnikiem. Jeszcze trochę, a chyba całkowicie zapomnę co znaczy zabawa z szydełkiem. Dziś jamniczek idzie na służbę. Urósł całkiem, całkiem… Na długość to bez centymetra metr osiąga. Wzór znany już wielu – Gerbera, na blogu pokazywana, zrobiony z MAXI szydełkiem 1,5.

Obowiązków nadzieję miałem nieco już sobie odpuścić. Nic z tego jednak. Jeszcze lat kilka przyjdzie piastować trzy funkcje we Franciszkańskim Zakonie Świeckich. Szydełko więc gościć w dłoniach mych będzie raczej od wielkiego dzwonu, choć planów i zamiarów tyle, że mógłbym „zostać na drugie życie, jak na drugi rok w tej samej klasie” – jak mówił poeta. To chyba nieco niesprawiedliwe: gdy zaczynałem przygodę z koronką, literatury było co kot napłakał (niech Negrita się na to nie krzywi). Dziś książek, pism i pisemek wokół zatrzęsienie, pasmanterie w dobra wszelkie bogate, okulary coraz lepsze u optyków, tylko z czasem sklepów jak nie było, tak nie ma. Cóż, może wkrótce na chmurce przysiądę i z nici jesiennych pajęczyn wzór jakiś ciekawy, już bez pośpiechu, stworzę…

Właściwie zazdrościć dziś wchodzącym w życie miłośnikom szydełka też nie powinienem. Wczoraj w empiku jakiegoś pomysłu na zbliżające się święta szukałem. Wyszedłem z… kalendarzem na rok przyszły. W każdej gazetce starocie, starocie, starocie. Jedna za drugą wzory powiela, powiela! Choć może czepiam się bez potrzeby, może wydawcy w ten sposób starają się w nas inwencje pobudzić, do wymyślania nowych wzorów skłonić… Oj, zatrzymaj się Zygfrydzie, zaczynasz narzekać…

Dziękuję za to, że tak wielu na bloga zagląda. Mam nadzieję, że mój anioł stróż nie słyszy jęków zawodu, że… znowu na nim to samo, że bezdziałania mego nie wpisze do rejestru pod hasłem: lenistwo. Jak przypomina TUE, obiecałem pokazać inny wariant Gerbery. Robię już tej bisGerbery jedno kółeczko, więc powinno ono wkrótce zawitać na blogu. Maranto, za wpis Twój bardzo, a bardzo dziękuję. Miód na serce lejesz. Niech Bóg darzy Cię zdrowiem.

Już, już mam kończyć, a tu Negrita uwagę na siebie zwraca jak zawsze. Najlepszym na to sposobem jest wchodzić gdzie nie wolno. Wyraz oczu, gdy pragnę ją uczyć moresu… To widać na zdjęciu.

Negrita

12:21, koronekczar
Link Komentarze (10) »
niedziela, 16 października 2011

Niedziela piękna, tylko o takie prosić. Nawet na bloga czasu nie zabrakło. Dziękuję, że mimo posuchy tu zaglądacie. Chciałbym, by każdego dnia było warto. Z tym jednak trudniej. Czasu mało, a ręce w tempie olimpijskim pracować nie potrafią. Coś jednak się narodziło. We wzorze napisano, że to serwetka okrągła z rogami, o minimalnych wymiarach. U mnie tak jednak nie wyszło.
Zrobiona z MAXI szydełkiem 1,5 ma 31 cm średnicy. Ani mała, ani duża. Waga lekkopółśmieszna.

okrągła serwetka z rogami

Namówiono mnie bym raz jeszcze wrócił do „Gerbery”, wzoru na tym blogu już pokazywanego. Będzie to mocno podłużny bieżnik, taki serwetkowy jamnik. Szukam więc… czasu.

19:52, koronekczar
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 03 października 2011

Wcześniej pisałem o interesującym zakupie na targowisku. Jednym z nich była pokazana już tutaj teneryfka, która wzbudziła nieco zainteresowania. I na blogu, i na naszym bydgoskim kółeczku „Węzełki” – gdzie przymierzamy się do poznania tej dawniej popularnej techniki. O wynikach z pewnością napiszę.

Drugim zakupem jest serweta prawie  (92 na 92 cm), będąca oryginalnym filetem - haftem na sieci. Interesująco zahaftowana sieć kwadratowa, mająca 23 kratki na 10 cm. Haft wykonano nicią w dwóch grubościach.

Serweta filet na sieci

To widok ogólny. W tle Zbój, zakup i zdjęcie miały miejsce w sierpniu. Niżej – dla dokładniejszego zobrazowania szczegółów – zdjęcie fragmentu serwetki, która nadal sprawia mi wiele radości.

Fragment serwety filetowej

Szydełko zaczęło pojawiać się w mej dłoni, jednak długo miejsca w niej nie zagrzewa. W tercjarskim zakonie czas teraz gorący: dziś profesje wieczyste, jutro Uroczystość św. Franciszka, na której zadaniem naszym jest przygotowanie Transitusu, potem codzienne zajęcia wraz z wydaniem miesięcznika „Pokój i dobro” oraz przygotowanie kapituły wyborczej poznańsko-bydgoskiego regionu FZŚ. Niech będzie to usprawiedliwieniem mego szydełkowego lenistwa.

10:50, koronekczar
Link Komentarze (3) »
sobota, 24 września 2011

Zacznę od blogowej zabawy u turkisy. Miłe szydełkiem robione drobiazgi, co życie robią rozjaśnione i bardziej sympatyczne.

Adres: http://turkisa-turkisa.blogspot.com/2011/08/candy-zapoznawcze-o.html

candy

Negrita przez te kilka dni opanowała już chyba całe mieszkanie, nie stroni nawet od elektroniki. Spacer po klawiaturze należy do ulubionych zajęć, a skaner jest niezłym punktem obserwacyjnym.

Negrita

A ja zaczynam reedukację szydełkową po długiej, długiej przerwie.

początek szydełkiem robionej serwetki

A idzie mi to równie nieskładnie jak próby pisania wierszy.

nie
nie
nie
nie jestem nieszczęśliwy
słońca wschody widzę kiedy noc zasypia
a potem
wstyd się przyznać
zbieram na wodzie pierwsze jego ślady 

wczoraj grzebień znalazłem wśród dębów
taki co za siebie rzucisz a wyrośnie las
góry
lub morze z delfinów zabawą
w nim muszla która szumi gdy pieścisz ją uchem
wiem że grzebień zgubiła dziewczyna
gdy spłoniona dla rąk szukała pracy niepotrzebnej
nim je chłopiec uciszył szeptem najuczciwszym

12:19, koronekczar
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 września 2011

Szmat czasu temu napisałem notkę o teneryfowej koronce kupionej na bydgoskim targowisku. Pytacie co to za koronka i jak się ją tworzy. Wypada odpisać, choć nie mieści się to ściśle w tematyce bloga. Od pewnego czasu sam skłaniam się do tego, że blog mój winien mieć tytuł „Koronki szydełkowe i nie tylko”.

Koronka teneryfowa była pierwsza pracą koronkarska jaką zrobiłem. Było to przed półwieczem, gdy jako uczeń ogólniaka spędzałem wakacje u Babci. Powodem nie było wcale koronkarskie hobby, a chęć zabicia nadmiaru wolnego czasu. Inspiracją i pomocą była książka z miejscowej biblioteki pożyczona. Niestety, nie mam jej w swych zbiorach. Posłużę się więc książką Jadwigi Turskiej „Koronki”. Może z pewnym zawstydzeniem, bo posiadaczem jej stałem się w sposób niegodny naśladowania. Gdy już zapaliłem się do koronki na zabój, szukałem literatury. Niewiele jej było... Głównym źródłem były antykwariaty (też rzadkość wówczas), znajomi i biblioteki. Książkę pani Turskiej posiadała jedna z bydgoskich bibliotek. Problemem było, że nie mies,zkałem w rejonie jej działania. To udało się łatwo obejść. Gdy kolejny raz tłumaczyłem się pani bibliotekarce dlaczego tak długo zwlekam ze zwrotem książki, padło podejrzenie: „Może ją zgubiłeś?”. Po jakimś czasie zaproponowano, że mogę za nią przynieść książkę inną. Zrobiłem to w niecałą godzinę.

Wracam do tematu. Pani Turska, chyba jako jedyna, w swej książce pisze nie tylko o teneryfach, a także ich odmianie – koronkach sols. Tego rodzaju koronki robi się na foremkach z wyżłobieniami o które można zahaczać nitki osnowy . Częściej jednak, zamiast foremek, używa się tektury, gdzie na obwodzie narysowanego koła fastryguje się szkielet koronki (to pierwszy z rysunków). Potem zahaczając o tę fastrygę nasnuwa się nić będącą szkieletem teneryfy (rysunek drugi w pionie). Teraz potrzeba już tylko igły z nitką oraz fantazji do zacerowywania osnowy przypominającej koło rowerowe ze szprychami (rysunki kolejne).

teneryfa 1

teneryfa 2

Wzorów, jakie można tą techniką uzyskać, jest chyba nieskończoność. Praca jest bardzo przyjemna, choć wymaga dokładności i pewnej wprawy.

teneryfa 3

Teneryfowe koronki mogą mieć nie tylko kształt koła. Często spotyka się (raczej spotykało się) kwadraty czy prostokątne wstawki do odzieży. Po kilku próbach, które kiedyś zrobiłem, twierdzę, że teneryfom kształt nadać można zupełnie dowolny. Źródeł współczesnych tej technice poświęconych nie ma zbyt wiele, dawnych kilka posiadam. Jeśli komu potrzebne - kseroodbitki prześlę chętnie. A może warto skrzyknąć się i utworzyć „Grupę wskrzeszycieli teneryf”?

Jeszcze wzmianka o mym posłuszeństwie tym, co komentarze na blogu mym piszą ostatnio. Oświadczam, że noc już trzecią spędziła w mym mieszkaniu na stałe zameldowana Negrita. Zdjecie z pierwszych minut w nowym domu.

Negrita w pierwszym dniu pobytu u mnie

PS. Jest na dobrze!

12:25, koronekczar
Link Komentarze (17) »
czwartek, 15 września 2011

O Zbóju za wcześnie pisać... Kochani jesteście. Dziękuję za komentarzy tak wiele, za mailowe słowa, telefony i propozycje złagodzenia bólu. Mieszkanie głuche i puste, w sklepie za każdym razem kieruję się do półek z kocimi saszetkami, wracając trawę zrywam z trawników...

O koronkach też pisać się nie uda. Szydełko rdzewieje doszczętnie. Wkrótce dopiszę coś o teneryfkach, bo o nie pytaliście. Tekst prawie gotowy, lecz ktoś inny zawraca mi i serce, i głowę. Za cztery godziny ma przyjrzeć się jak mieszkam... Ona! Nawet  zdjęcie przysłała, z podpisem: Negrita...

Co robić?

Negrita

13:24, koronekczar
Link Komentarze (18) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19