piątek, 27 lipca 2012

Tak, tak. Finał czas zacząć, wkrótce bydgoskie „Węzełki” mają – w Galerii Twórców Ludowych i Nieprofesjonalnych Wojewódzkiego Ośrodka Kultury i Sztuki  – pokazać nie tylko szydełkowy dorobek ostatnich miesięcy. Wczoraj krochmalem nasyciłem długo tworzoną brugijkę. Mogę ją wreszcie w wersji ostatecznej, ukrochmaloną tutaj zaprezentować.

prostokątna serwetka brugijska

Miejsce jej, na wersalce służącej do upinania koronek, zajęła koronka konstruowana z listków. Biała, niestety. Niestety, ponieważ co kilka centymetrów w biel nici wplata się czerń Negrity. Skubania więc sporo było, oj sporo. Nie byłoby ono wcale najtrudniejsze, gdyby nie brak umiejętności przewidywania z mej strony. Serwetka składa się ze 164 irlandzkich liści, a to znaczy, że kończąc pracę trzeba nadziać na igłę i wciągnąć między oczka 164 końcówki nitek. Kiedy jednak przeciągałem nitkę przez oczka, drobne niteczki sierści Negrity zbijały się w trudną do usunięcia biało-czarną plamkę! By ją usunąć zatrudniałem co tylko się dało: paznokcie, igły, nożyczki, pęsetę… Efekt był mierny. W końcu włożyłem serwetkę do pralki i zafundowałem jej pranie solo, w trzydziestu stopniach bez wirowania. Pomogło w dziewięćdziesięciu procentach. Jutro – gdy wyschnie i zesztywnieje – wstawię ją na bloga.



środa, 11 lipca 2012

Brugijka, którą ostatnio robiłem, nadal czeka na dokończenie. Będzie z tym roboty niewiele, ponieważ wymiarami pasuje na prostokątny stolik jej przeznaczony. Muszę jedynie zagospodarować nie do końca połączone taśmy. Powoli zaczyna wyłaniać się z niebytu serwetka nowa. Robię ją z najprostszych irlandzkich listków.

 podstawą koronki będą najprostsze irlandzkie listki

Do tej pory powstał kwadrat – kształt w miarę uniwersalny.

 To środek polanowanej serwetki - kwadrat.

Zamiarem jest nadanie jej kształtu zbliżonego do owalu, na długość będzie musiała nieco się wyciągnąć. Dobrze, że wilgotne i gorące powietrze w najbliższych dniach ma mniej grozić – będzie łatwiej szydełkować. Kupiłem piękne nici Anchor Linen w kolorze naturalnego lnu. Szukam pomysłu odpowiedniego do tak szlachetnej barwy. Wielka rzecz z tych nici nie powstanie, ponieważ mam ich jedynie 200g w czterech motkach. Może zrobię kilka drobiazgów, gdy pomysł nie przyjdzie.



co będzie

a gdy mi już nie będzie tak ciężko bez ciebie

kiedy słońce znowu zacznie wschodzić i zachodzić

kiedy kwiaty żyć zaczną

przylecą żurawie

co będzie

 

a gdy mi już nie będzie tak strasznie bez ciebie

gdy noce zbyt czarne znowu księżyc oświetli

a gwiazdy znajdą odbicia w jeziorze

co będzie

 

co będzie

jeśli spotkam ciebie

wtorek, 03 lipca 2012

Co mnie dziś podkusiło do bloga zajrzeć? Nie wiem, co skłoniło przeczytać pytanie:  Czy jest wśród nas osoba, która wie co dzieje się z autorem bloga? – zapisane pod ostatnim postem? Ponieważ wiem jednak, co się z nim dzieje, nie wypada nie odpowiedzieć na to wołanie. Nie dzieje się nic szczególnego, może poza faktem, że… zestarzał się nieco, pamięci nieco zgubił, bardziej stał się leniwy w przestrzeni rękodzieła. Pochłaniają go nowe zadania: został sekretarzem narodowym Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, więc jeździ po kraju i pisze, i pisze, i pisze.

Były też pytania o zdrowie. O odpowiedź precyzyjną tutaj jednak trudno. Po półtorarocznym oczekiwaniu na urologiczny operacyjny zabieg, poszedłem w dniu wyznaczonym do szpitala za wielkim bagażem nerwów. Dostałem się w ręce lekarza, dwóch nawet. Jednym był ordynator, drugim od kilku lat leczący mnie specjalista. Ordynator (po dwuminutowej ze mną rozmowie) nakazał obecnemu w szpitalu specjaliście zrobić natychmiast ponowne badania. Trwało to kilka minut. Po dalszych kilku minutach specjalista konsultował się z ordynatorem, wrócił do mnie  i powiedział, że operacji nie będzie i że spotkamy się po kilku miesiącach w przychodni. Fakt cudownego uzdrowienia nie ucieszył mnie wcale. Zdenerwowanie urosło potężnie, a termin ponownego spotkania się w przychodni niedługo nastanie. I sam nie wiem: iść na tę wizytę?, specjalistę zmienić?, zlekceważyć wszystko?... Oj, niełatwo być ozdrowionym cudownie!

Czy szydełkowe koronki wciąż dla mnie istnieją? Teoretycznie tak. Życie z rozpędu nakazuje przygotować na połowę sierpnia rękodzielnicza wystawę prac członkiń naszego klubu „Węzełki”. Powinienem także coś swojego na niej pokazać. Staram się od czasu do czasu okiem na szydełko rzucić. Nawet kilka kłębków lnu (bo ładny) kupiłem, co w kącie gdzieś leżą. Zapału i czasu w żadnej pasmanterii jednak nie było w sprzedaży.

Ostatnie moje koronkowe odkrycie nazywa się „Decorative Doilies”. Można je spotkać na stronie:

http://www.gamesgames.com/game/Decorative-Doilies.html

po kilkunastu sekundach oczekiwania uraczeni zostajemy złocistą stroną powitalną:

strona powitalna gry

Klikamy na Start i przeniesiemy zostajemy do sklepu w którym sprzedają szydełkowe koronki:

jesteśmy w środku gry

Tutaj poćwiczyć możemy i usprawnić pamięć, popatrzeć na sześć okrągłych koronek (bez opisu sposobu ich wykonania – niestety). Gierka prosta, to jednak jedyny chyba mariaż koronki z grą komputerową, więc chyba wart odnotowania. Tym bardziej, że wielu z nas czeka na sprawny program do rysowania ich schematów.

Jeszcze Negrita domaga się swej na blogu obecności.

Negrita o 40 dag większa

Urosła  jakieś 40 dekagramów, nauczyła się co to mięso. Mieszka się nam razem dobrze, bardzo dobrze.

14:01, koronekczar
Link Komentarze (5) »
wtorek, 10 kwietnia 2012

Czas u mnie nieco leniwie wskazówki zegara popycha. Jak chyba winno być po świętach. Spędziłem je z rodziną. Głównym zatroskaniem i radością wszystkich był chrzest najmłodszego przedstawiciela – Gabriela. Działo się to  w niewielkim i ładnym kościele. Proboszcz kończąc Mszę św. stwierdził, że jeszcze nigdy nie chrzcił jednocześnie sześciu chłopców. Sądzę, że każdy z nich – jako chłopiec, młodzieniec i mężczyzna dojrzały – będzie wyjątkowym człowiekiem.

Serial o powstawaniu brugijki powoli dobiega końca. Trzeba dorobić jedynie łączniki czy zworniki kółek środkowych. By jednak do tego się przymierzyć, muszę serwetkę upiąć „na sucho”, by jakieś mosty w tych miejscach zaprojektować.

Brugijka prawie skończona

Kto jest twórcą tej – chyba oryginalnej i niebrzydkiej – koronki, nie wiem. Mam jedynie jej zdjęcie oraz niewyraźną kserokopię schematu. Nie dość, że wzór bardzo jest nieczytelny, to zawiera sporo błędów. Brugijka jest jednak wdzięcznym rodzajem szydełkowego działania – pozwala na wiele eksperymentów. Ta jednak okazała się w robocie niełatwa, głównie z potrzeby zachowania symetrii serwetki (a taśma, jak wiadomo, z założenia nie jest symetryczna), musiałem również tak planować zaczynanie taśm, by mocowane do nich motywy znajdowały się na prawej stronie.

Czy się udało – oceńcie sami. Mam nadzieję, że podczas upinania serwetki oszczędzone mi będzie odkrywanie pomyłek i błędów.

Gdy patrzę na zdjęcie, zastanawiam się czy nie warto serialu przedłużyć: rozważyć dołożenie jeszcze jednej – zewnętrznej – taśmy. Jednak kolejny wzorek kusi równie skutecznie.

Czas świąt potrafi sklaniać do refleksji:

pytania

ojcze ty mnie chodzić uczyłeś najpierwszy
ty pamiętasz
ty wiesz
czy upadkiem krok kończyłem każdy
czy idąc szedłem prosto
czy była to ucieczka w wymyślony świat

matko ty mnie mówić uczyłaś najpiękniej
darowałaś tak wiele tak wspaniałych słów
powiedz
czy umiałem ciebie witać rano
po wędrówce przez wspomnienie snu
czy umiałem
mamo


niedziela, 08 kwietnia 2012
 
Zmartwychwstał!
Życzę świąt zdrowych i pogodnych
pełnych wiary,
nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju,
serdecznych spotkań w gronie rodziny i przyjaciół
oraz dużo, dużo czasu oplatanego kordonkami, włóczkami, mulinami...
Zygfryd
09:00, koronekczar
Link Komentarze (4) »
piątek, 30 marca 2012

Prawie gotowy jestem do wylotu z domu. Kilka dni spędzę poza domem, na wielkopostnych rekolekcjach. Torby spakowane, Negrita wygłaskana. Bardzo polubiła swego tymczasowego opiekuna.

Spieszę się z pokazaniem, że odrobinkę udało mi się popracować nad brugijką.

Brugijki ciąg dalszy

Zrobił się z niej serial blogowy. I sam nie wiem jakie będą jego kolejne części, a zupełnie nie mam pojęcia jak i kiedy on się skończy...

środa, 21 marca 2012

Tak, wiosna. Jednak jeszcze nie kwiatki, nie liści zielonych szaleństwo… na to czas jeszcze. Teraz wiosna to bardziej nadzieja. Na sił i chęci bujność. Na czasu obfitość, choć nie do końca to prawda – już w sobotę godzinę stracimy! Wielka strata – 38 milionów godzin (z hakiem), grubo ponad 4 tysiące lat. Na serwetki nie będę już tego przeliczał. A choć krzta tego czasu by mi się przydała. Serwetka od dni wielu zapomniana leży. Trwa w zimowym odrętwieniu i o wiośnie marzy...

gazetka i serwetka

Większy przydział czasu był w tym tygodniu zakonowi dany. Przeżyliśmy radość z otrzymanie i powitania relikwii naszej patronki – bł. Anieli Salawy. Jednym z elementów przygotowania się do tej piątkowo-sobotniej uroczystości było wydanie kolejnego numeru wspólnotowej gazetki „Pokój i dobro”. Już dziewięćdziesiąty siódmy! Może setny numer uda się zrobić w kolorze?

Zdjęcie udało mi się zrobić „w tajności”. Negrita spała, więc do kadru z serwetką się nie wepchnęła. Usłyszała jednak cichy dźwięk migawki…

Śpiąca, prawie, Negrita

Ja nie śpię!

Ja nie śpię!

Wiosną zacząłem, a ona też poetyckie tęsknoty budzić potrafi:

 

Mówią że u nas poetów dobrych nie ma i prawdziwych

że słowa rymowane dziś tylko bełkotem

pianą na piwie skwaśniałym

snem w technikolorze

 

a ja matkę widziałem

gdy listonosz z torby list od syna wyjął

jak pisklę z gniazda

jak poranek z nocy

i podał

 

a ja matkę widziałem

i uśmiech

i oczy

środa, 14 marca 2012

Niewiele, bo niewiele, ale coś jednak urosło.

Serwetka nieco większa, do końca jednak daleko.

Mam zamiar jeszcze raz lub dwa razy taśmą serwetkę okrążyć. Wydaje mi się jednak, że będzie wciąż za mała na upatrzony stół. Trzeba będzie uruchomić fantazję.

Wracam do roboty. Niestety, nie szydełkowej...

wtorek, 06 marca 2012

Serwetka urosła. Sprawdźcie sami:

Po dodaniu trzeciej taśmy

A to dzięki dość luźnej sobocie. Z frajdą wielką mogłem pozwolić sobie na dłuższą zabawę z szydełkiem. Dziś chyba tak dobrze nie będzie. Trudno.

piątek, 02 marca 2012

Udało się, kilka dni minęło, a ja mogę pochwalić się nieco większą robotą. Serwetka nieco urosła. Wydawało się, iż nie będzie trudna, jednak wypracowanie poczwórnego krzyżowania się taśmy wymagało główkowania, choć i tak nie uniknąłem prucia.

dwie taśmy zrobione

Dwie taśmy, jak się okazało, urosły do 54 centymetrów, więc cała koronka będzie chyba spora, jeszcze do zrobienia jest kilka taśm.

Kolejny raport za kilka dni, oby był udany.

Rozradowałem się, gdy na blogach odezwała się maranta i dagi. Pokazały tak wiele pięknych prac,  oczy oderwać trudno. Wyrzutem sumienia odezwała się spoczywająca na dnie szafy cienka seledynowa włóczka i grube druty! Miałem się uczyć pięknych serwet estońskich, a włóczka jak leżała, tak leży. Cóż, talentu nie staje.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19