sobota, 06 lutego 2010

Ekspresowy kurs skończony. Wiem wreszcie co to jest koronka klockowa, dowiedziałem się także, że od teraz po dwóch latach będzie można uważać siebie za potrafiącego cokolwiek w tej dziedzinie zdziałać. Na sumieniu mam już-dopiero jedną serwetkę, a właściwie coś co trudno tym imieniem nazwać.

na wałku

To koronka jeszcze na wałku. Czeka ją oswobodzenie ze szpilek, co okazuje się pracochłonnym zajęciem.

gotowa serwetka klockowa

A to, co powyżej, to niezbyt udany obraz mojego marzenia. A z następną prezentacją mych w tej dziedzinie talentów poczekam dwa lata… Dziś może warto pomyśleć o jakimś konkursie z nagrodami dla tego kto odnajdzie w niewielkiej serwetce wszystkie błędy…

To, co powyżej, to smutna prawda, lecz i tak przepełnia mnie radość, że wreszcie się na poznanie tej dziedziny rękodzieła zdobyłem. Czy klocki staną się pierwszą moją miłością? Raczej nie. Jest nią od dawna koronka szydełkiem robiona, szczególnie brugijska. Mogę jednak teraz mówić śmiało, że „znam się” na koronce, która im matką była…

Czy warto na takie zajęcia chodzić? Na 100 procent warto. Przygoda i frajda to wielka. Nie wierzycie? Spróbujcie…

23:51, koronekczar
Link Komentarze (9) »
czwartek, 04 lutego 2010

Dziś, zmagając się z koronką klockową, nauczyłem się robić… błędy, sporo błędów. Może nie tyle nauczyłem się tego, co odkryłem w sobie talent do ich robienia. Wystarczy popatrzeć na kolejne próby:

Pierwsze próby

Wreszcie, po wielu testach z klocowaniem i pruciem, nieco dotarło do mnie jak powinno robić się płócienko z brzegiem i bez brzegu, a także siekankę – bez brzegu i z brzegiem. Mogłem więc, wreszcie, nawinąć na klocki bardziej szlachetne nici. Nauczyłem się też jak kończyć to nawijanie, by nici nie uciekały z klocka, i potrafię już odwijać ich tyle ile trzeba. Wydaje mi się, że było to trudniejsze niż niejedno kolokwium na studiach.

Nareszcie na wałku pojawił się poważny wzór. Walcząc z bólem pleców, spadającymi szpilkami i tremą zacząłem „wywijać” klockami na wszelkie możliwe sposoby. Miłe złego początki – mówi przysłowie. Zobaczymy…

początek pierwszej serwetki

23:43, koronekczar
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 01 lutego 2010

Nie jest mi łatwo przypomnieć sobie jak się idzie do szkoły. Za oknem minus dziesięć stopni, kolanami trzęsie trema, chwilami myśl o wagarach powraca... Jednak piękne śnieżne widoki pozwalają o tych strachach zapomnieć.

zima na ulicach

„Szkoła” nasza mieści się w mieszkaniu oddalonym od mego domu o czterdzieści minut jazdy autobusem i z dziesięć brnięcia przez zaspy. Jestem pierwszy! Nie, nie jestem prymusem, tylko jako pierwszy przyszedłem na lekcje. Po chwili jest już cała klasa – cztery osoby oraz Pani od klocków.

Zaczyna się całkiem niewinnie, że nie będzie trudno, że każdy się nauczy, że… Dałem się na to nabrać! Teraz przed każdym zjawia się wielki wałek, dwadzieścia klocków, szablon i kolorowe nici. Okazuje się, że nawet nawijanie ich na szpuleczkę z rączką, zwaną klockiem, staje się problemem. Po kilkunastu minutach nici są wreszcie na klockach połączonych w parki. Uczymy się przypinania szablonu do wałka i zakładania klockowych parek na startowe szpilki.

A dalej to już łatwo: góra, dół, dół, góra, góra, dół, dół, góra… komendy jak w wojsku. Nie rozumiecie? To proste: cztery klocki na dłoniach: drugi w prawo nad trzecim, czwarty w lewo  nad trzecim, co niedawno był drugim, pierwszy w prawo pod drugim, co był trzecim, i dalej nad drugim, co kiedyś był czwartym… i dalej innymi klockami powtarzać tak samo. Prawda, że proste? Też nie wierzyłem, wiara – dzięki spokojowi i pomocy Pani od klocków – wróciła po kilku minutach i błędach. Każdy z uczniów mruczał pod nosem: góra, dół, dół, góra i płócienko na wałku rosło i rosło, urozmaicone wieloma błędami.

Każdy z nas miał na klockach nawinięte nici innego koloru. Służyły nam za imiona: Żółta: – Nie wiem jak dalej przełożyć klocek… Zielona: – Jak skręcić te nitki? Niebieska: – Gdzie teraz wbić szpilkę? Czerwony: – Skąd na szpilce sześć nitek, gdy miały być cztery? A pytań bez liku, bez liku, bez liku... Pani od klocków zdaje z cierpliwości niełatwy egzamin…

Po ponad dwóch godzinach cztery zakładki – niebieska, zielona, żółta i czerwona – skończone! Estymy pełni zdejmujemy je z wałków, jakby na świecie nie było koronek ładniejszych. Głowę daję, że każdy z uczestników klockowej lekcji umieści je na honorowym miejscu w swym domu.

Kolejne godziny zmagań z klockami wcale nie są łatwiejsze. Błąd błędem pogania... Potrafimy jednak coraz częściej sami je dostrzec i znacznej ich części zaradzi.

O to krajobraz po bitwie, prawda, że uroczy? Zmagań ciąg dalszy jutro od samego rana…

klocki i robótka

Na osłodę klockowych zmagań wyróżnienie, co serce me cieszy niezmiernie. Otrzymałem je od Antoniny, gospodyni bajecznie ciepłych blogowych włości na które trafić można kierując się adresem: http://uantoniny.blogspot.com/

Beauty of the Day

Blog pełen pomysłów

Inspirujący blog

Kreatywnie bez końca

Wyróżnienia

Obfitość nagród sercu tętno zwielokrotnia, lica czerwienieją jak nitki na klockach, ręce drżące w klawisze trafić bezbłędnie nie mogą… Tylko rozum szepcze nieśmiało, że od nadmiaru niestrawność grozi  lub przesyt. Może warto umówić się, by odznaczenia nadawać roztropniej, może robić to tylko 31 sierpnia, w Międzynarodowy Dzień Blogera, i weń tylko nadać sobie prawo przyznania jednej nagrody, góra trzech (jak na olimpiadzie)...

I jeszcze jeden obrazek. Tym razem obwieszczający candy elisabii: http://elisabii.blox.pl/html

candy

Zapisałem się, choć kolejka kroi się tam długaśna. Wszystko przez to, że wśród cudeniek przeróżnych znaleźć tam można pracę na szydełku. Kciuki więc, proszę, trzymajcie…

22:51, koronekczar
Link Komentarze (10) »
czwartek, 28 stycznia 2010

Na świecie mnie jeszcze nie było, i długo jeszcze być nie miało, gdy miłośnicy koronek wpatrywali się w taki obrazek:

koronka klockowa

Światło dzienne ujrzał w 1921 roku w książce „Klöppe-Spitzen” napisanej przez Guffy non Reben ( za pisownię nie ręczę, bo książkę wydali w niepojętym dla mnie gotyku – może dlatego, że kształt liter też zda się koronką). I ja wpatruję się w niego od dawna. Koronka klockowa jest tą, której nie poznałem. Potrafię ją podziwiać, zachwycać się, cmokać i mlaskać, lecz praktycznie wiem o niej niewiele. Żyję jednak nadzieją, że zmieni się to w najbliższy poniedziałku. Realizując myśl: „Pójdź emerycie, ja cię uczyć każę!”, zapisałem się na tej sztuki uczący kameralny kurs domowy. Przez pięć dni nasza, żądna poznania tajników takiego właśnie nitek plątania, piątka nauki będzie pobierać cierpliwie.

Wiedzy może niewiele zdobędę, jednak przyrzekam reportaż z trudów jej zdobywania na blogu umieścić. Patrząc na pokazaną wyżej klockami stworzoną robótkę, nadzieję mam, że i ja tak potrafię za lat może …dziesiąt za nią zabrać się, już niebieskimi klockami.

Powoli mój blog nazwisko swe rodowe zaczyna porzucać. Nazwę „Koronki szydełkowe” powinienem zmienić na „Koronki (nie tylko) szydełkowe”, lub coś podobnego. Powinienem, lecz… nie wiem jak to zrobić. Może trzeba pogrzebać w css, brak jednak odwagi.

Co na warsztacie? Wstyd wyznać – same wprawki. Zaczęte trzy serwetki. Dokończyć coś trudno, bo dwie przestały mi się podobać, natomiast przy trzeciej trud sprawia tłumaczenie opisu. Przy okazji bardzo dziękuję auntivory, za ofertę pomocy w tłumaczeniu skrótów angielskich na skróty polskie. Jeszcze popróbuję, jak padnę – napiszę.

Odwiedzając strony z ikrą, wpadłem wczoraj z wizytą do Babci Vilemoo – http://vilemoo.blox.pl – perełki wśród blogów, co lekarstwem jest na całe moje 66 lat. A Babcia cukierasa rozdaje na piątkę. A cukieras niezwykły i wielki nad podziw. A przy nim „powiastka” na piątkę, wielka jak plakat:

zapowiedź candy

Krótki sumienia rachunek: niewiele, bardzo niewiele w życiu wygrałem, to prawda. Mogę więc do grupy żądnych cukierasa przystać, nie będę dla „reszty” konkurencją wielką. A Babci dziękuję za do życia dystans, humor i zdrowy rozsądek. Droga Vilemoo, jeśli kiedykolwiek zorganizujesz pięciodniowy (bo piątki tak lubisz) kurs takiego stosunku do życia – to się zapisuję. Życzę, by na Twoje candy przybyło 55555 łasuchów.

 

13:07, koronekczar
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 stycznia 2010

Alem remanent dziś zrobił! Od pierwszej do ostatniej notki wszelakie bloga swego przejrzałem. Wyjątkowi jesteście, skoro nie sprzykrzyło się Wam to zaglądać? Wszystko dlatego, że blog ten pokazał się światu dokładnie dwa lata temu 23 stycznia 208 roku. Plany – jak pamiętam – ambitne były, nawet bardzo. Realizacja na medal raczej nie zasługuje. Jeszcze wciąż raczkuje, jeszcze ma ambicje, ma jeszcze nadzieję, że będzie przydatny lub że się spodoba. Dusze bratnie znajdzie… To może się udać, zapowiedzi tego cudu widać już wyraźnie: w wielu miastach rodzą się – nie tylko elektroniczne – klany koronkorobów. Może i w… Bydgoszczy. Ech, wolno pomarzyć w dniu bądź co bądź świątecznym!

Czym te dwa lata podsumować? Liczbą wizyt Waszych? Astronomicznie jest wielka, przy porównaniu z marzeniami, które przy narodzinach miałem. Na liczniku wizyt 87160, komentarzy połowa tysiąca. Dużo to czy mało? Jeśli wspomnę cztery wizyty w pierwszym dniu „Koronek szydełkowych” istnienia, zdaje się ogromem. Sami pomyślcie – tyle tysięcy razy w koronek czar klikano, bo patrzeć na… nic obdziergane nitkami.

Czego na tym blogu jest jednak najwięcej? – Serdeczności, serdeczności płynącej z Waszych komentarzy i listów, i maili. Dziękuję.

Wczoraj czarę radości, jaka się wiąże z zerkaniem na własnego bloga, dopełniła Pyziulka – autorka sympatycznej krainy: http://pyzia-pyziulka.blogspot.com/ – pisząc o mym blogu:

Oh, ile razy wejdę to się zachwycam wspaniałymi wyrobami. Kiedyś może i sama spróbuję ;) Zapraszam po odbiór wyróżnienia

Za zachwycanie dziękuję. Po deklaracji „sama spróbuję” – trzymam za słowo. Wyróżnieniem „za wspaniałe serwetki, aż się napatrzeć nie można na nie” cieszę się podwójnie, co łatwo zrozumieć:

Wyróżnienie pierwsze Wyróżnienie drugie

I w jakże zacnym umieszczono mnie gronie, wraz z z blogami:

Mao - jej prace są naprawdę piękne.

Wełniaczki - za wspaniałe misie szydełkowe. Oj chciałabym takiego kiedyś ;)

Przede mną noc myślenia, komu teraz przekazać radość podobnych wyróżnień.

No cóż – Zygfrydzie – nachwaliłeś się wielce, że aż nie przystoi. Kartkę kalendarza już pora odwrócić i bardziej energicznie raczkować w rok trzeci…

00:23, koronekczar
Link Komentarze (7) »
piątek, 22 stycznia 2010

Można pomyśleć, że podany w ostatnim wpisie wzór środka serwetki jest prosty, a nawet prostacki. Najwyższa pora dodać jej uroku.

Okrążenie 20.  1 półsłupek w półsłupek – 2 oczka łańcuszka – w półsłupek w drugi półsłupek – 1 słupek w trzeci półsłupek okrążenia osiemnastego – 5 oczek łańcuszka – 1 słupek w to samo miejsce co słupek poprzedni – 1 półsłupek w szósty półsłupek okrążenia dziewiętnastego – i tę konwencję oczek powtarzamy do końca okrążenia, kończąc je oczkiem ścisłym w początkowy półsłupek. Przyznaję, nieco to zawiłe. Choć Matejko ze mnie żaden, żaden też Picasso, spróbuję te oczka pokazać na szkicu odręcznym:

schemat koronki

A to rezultat naszego wysiłku. Mamy w tym okrążeniu 15 łuków po pięć oczek łańcuszka i 15 mniejszych – po dwa oczka łańcuszka:

fragment serwetki

Okrążenie 21. W każdy mały łuk robimy: 2 półsłupki. W każdy łuk duży: 1 słupek – 1 oczko łańcuszka – 1 słupek – 1 oczko łańcuszka - 1 słupek – 1 oczko łańcuszka – 1 słupek – 1 oczko łańcuszka - 1 słupek – 1 oczko łańcuszka – 1 słupek. Okrążenie kończymy oczkiem ścisłym w pierwszy półsłupek.

Okrążenie 22. Przechodzimy oczkami ścisłymi na pierwszy łuk z jednego oczka łańcuszka. 1 półsłupek w łuk – 3 oczka łańcuszka – 1 półsłupek w kolejny łuk – 3 oczka łańcuszka… i tak przez całe okrążenie, uzyskując na nim 60 łuków z trzech oczek łańcuszka, po cztery łuki na każdym półkolu.

Okrążenie 23. To okrążenie z popcornami robionymi z czterech słupków każdy. Przechodzimy oczkami ścisłymi na drugi łuk – 1 popcorn w łuk – 3 oczka łańcuszka – 1 popcorn w następny łuk – 3 oczka łańcuszka – 1 popcorn w którym dwa pierwsze słupki robimy na kolejnym łuku a dwa następne słupki na łuku następnym – 3 oczka łańcuszka – 1 popcorn w łuk kolejny – 3 oczka łańcuszka…  Okrążenie składa się z 45 popcornów dzielonych łukami z trzech oczek łańcuszka.

Okrążenie 24. W każdy łuk robimy: 1 półsłupek – 3 oczka łańcuszka – 1 półsłupek – 3 oczka łańcuszka – 1 półsłupek. Owoc naszej pracy to 90 łuków z trzech oczek łańcuszka każdy.

Okrążenie 25. Przechodzimy oczkami ścisłymi na pierwszy łuk. 1 półsłupek w łuk – 2 oczka łańcuszka - 1 półsłupek nawijany w następny łuk – 2 oczka łańcuszka – 1 słupek w następny łuk – 1 pikot z pięciu oczek łańcuszka – 1 słupek w następny łuk – 2 oczka łańcuszka – 1 półsłupek nawijany w następny łuk – 2 oczka łańcuszka – 1 półsłupek w kolejny łuk. Tę sekwencję powtarzamy do końca okrążenia.

część płaska

Okrążenie 26. Pracujemy teraz po prawej stronie serwetki na 18 i 19 okrążeniu, złożonym ze „sterczących” na tle gładkiego koła z półsłupków. 1 półsłupek  w miejsce w którym schodzą się dwa słupki w okrążeniu osiemnastym – opuszczamy jeden półsłupek okrążenia dziewiętnastego – 7 półsłupków w półsłupki tego okrążenia – opuszczamy jeden półsłupek. Tę sekwencję powtarzamy razem 15 razy.

Okrążenie 27. Przechodzimy na środkowy półsłupek grupy półsłupków. 1 półsłupek w półsłupek – 1 pikot z trzech oczek łańcuszka – 1 półsłupek w ten sam półsłupek – opuszczamy 1 półsłupek – 5 półsłupków w kolejne półsłupki – opuszczamy 1 półsłupek. Sekwencję tę powtarzamy łącznie 15 razy i pot ocieramy z czoła na którym pojawić się ma prawo duma! Zapraszam na szklankę assamu z dziką wiśnią. Na takiej serwetce smakuje wspaniale.

serwetka w całości

gotowa robota

Szukam teraz korektora gotowego ten opis sprawdzić. Jeśli byk jakiś w me pisanie wtargnął – napiszcie, bym mógł go przepłoszyć.

Skąd wzór dość niezwykły? Trafił do mnie w postaci kserowanego opisu (nie schematu) w języku angielskim. Nie do końca potrafiłem wszystko rozszyfrować, słownik nie pomaga, gdy w tekście skrótów więcej niż pełnych wyrazów. Kilka okrążeń jak mówią „na um” albo na fantazję z szydełkiem w ręku pisałem, dbając by serwetka w miarę poprawna była. Wyniki sami osądźcie.

Oryginalny wzór jest dziełem wydawnictwa Leisure Arts, o którym wiem niewiele (jeśli je znacie – napiszcie). Szkoda, że jego czasopisma(?) czy książki(?) nieosiągalne są u nas. Szkoda, bo metoda opisu sposobu wykonania serwetki prezentowana przez nich osiąga ideał. Zwłaszcza na tle chaosu w tej materii na naszym rynku wydawniczym. Pora kończyć, bo na zbyt ciężką próbę cierpliwość waszą dziś wystawiam. Do tematu wrócę.

 

21:05, koronekczar
Link Komentarze (6) »
czwartek, 21 stycznia 2010

W jednym z komentarzy, jaki trafił na mego bloga, przeczytać mogłem: rzeczywiście – kiedyś to były czasy: czasy czasu, teraz czasy braku czasu. I dalej Lumieree, bo ona jest autorką tych słów, zastanawiając się na swym stwierdzeniem konkluduje: mamy tę swoją cywilizację…

To wielka prawda, bo faktycznie nasz czas to czas braku czasu. I odczuwając to, nawet dotkliwie, nie potrafię odpowiedzieć jak to się dzieje. Lat temu kilkadziesiąt skwapliwie notowałem wszystkie robione przez siebie koronki. Notowałem ich wymiary, szkicowałem schemat, później posługiwałem się aparatem fotograficznym. Był rok w którym z tych notek wynika, że zrobione koronki zajmowały powierzchnię ponad 25 metrów kwadratowych. Gdy porównam to z jedną tylko w tym roku zrobioną serwetką o średnicy 23 centymetrów – powinienem wpaść w depresję… Gdybym miał dorównać cytowanym 25 metrom kwadratowym, musiałbym tych serwetek zrobić jeszcze… sześćset. Niemożliwe, nawet na emeryturze.

I co tu robić w tym czasie braku czasu? Odpowiedzi udzielić nie potrafię. Mogę jedynie starać się nie poddawać, choć w minimalnym stopniu. Choćby w tak małym jak serwetka, którą robić zacząłem. A może – solidaryzując się ze mną w trudnej walce z czasem – pozwolicie zaprosić się w współtworzenie takich serwetek. A nie jest to trudne.

Pisząc w skrócie:

Okrążenie 1. 6 półsłupków

Okrążenie 2. 12 półsłupków

Okrążenie 3. 18 półsłupków

Okrążenie 4. 24 półsłupki

Okrążenie 5. 36 półsłupków

Okrążenie 6. 36 półsłupków

Okrążenie 7. 48 półsłupków

Okrążenie 8. 48 półsłupków

Okrążenie 9. 64 półsłupki

Okrążenie 10. 64 półsłupki

Okrążenie 11. 64 półsłupki

Okrążenie 12. 72 półsłupki

Okrążenie 13. 72 półsłupki

Okrążenie 14. 90 półsłupków

Okrążenie 15. 108 półsłupków

Okrążenie 16. 120 półsłupków

Okrążenie 17. 120 półsłupków za przednią nitkę półsłupków poprzedniego okrążenia

Okrążenie 18. 120 półsłupków za tylną nitkę półsłupków okrążenia 16

Okrążenie 19. 120 półsłupków w półsłupki okrążenia 18

środek okrągłej serwetki

Łatwe, lekkie, przyjemne… Ciąg dalszy opisu jutro. Jeszcze 8 okrążeń i będzie można na serwetce postawić szklankę herbaty assam z dziką wiśnią. Zapraszam…

PS. Lumieree, o tłumaczeniu pamiętam, tylko ten czas braku czasu i ten brak adresu…

22:57, koronekczar
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 stycznia 2010

Przestępując z nogi na nogę doczekałem się zapowiadanej przesyłki. Ręce drżały podczas otwierania koperty. Cudo! Teraz mogę się uczyć koronki irlandzkiej! No, prawie. Ukochała mnie moja praca, której więcej niż zwykle czasu poświęcić musiałem każdego dnia. Jednocześnie do piątkowego wieczora musiałem napisać i wydrukować „Pokój i Dobro” – miesięcznik naszej tercjarskiej wspólnoty. W sobotnie popołudnia byłem już wolny i… nadzwyczaj zmęczony. Nie potrafiłem się zająć nie tylko koronką, nie potrafiłem nawet odpoczywać. Zasnąć nie umiałem…

Dziś jest lepiej. Zaraz po przebudzeniu z irlandzką literaturą w dłoniach układałem plan poznania jej bliżej. Intensywny czas szkolenie zaczyna się mi rysować, bo od 1 lutego zaczynam tygodniowy kurs koronki klockowej. Radość i strach wokół mnie krążą…

Jednocześnie wróciłem do wydanej w 1922 roku w Berlinie książki „Das Stricken” – poświęconej robótkom na iglicach.

okładka książki

Wzruszenie tkwi we mnie zawsze ilekroć takie dawne wydawnictwa przeglądam. Oczywiście nie mogło w takiej publikacji zabraknąć drutami robionych koronek:

serwetki drutami robione

serwetka okrągła

Uśmiech na usta sprowadza widok rzeczy, jakie w tamtych czasach noszony. Podaruję Wam widok bogatej we wstążeczki bielizny. Popatrzcie na rękawice, popatrzcie na – śmieszne i piękne jednako – buciki.

rękawiczki i buty na drutach robione

Zadziwia jeszcze precyzja, z jaką te cuda robiono. Choć doczytać się czegokolwiek w tej książce nie jest łatwo – bo drukowana gotykiem – udało mi się rozszyfrować, że dla zdobienia na drutach pończochy trzeba wziąć miarę w… 8 miejscach. Kto dzisiaj tak robi?

Wracam do czasów współczesnych. Dziękuję za słowa otuchy i pochwał, jakie przesłaliście po w ostatnim wpisie pokazanej serwetce. Schematu nie podejmę się zrobić, bom antryrysownik absolutny,  jednak tłumaczeniem służę – jako takim, bo w kość mi dała walka ze skrótami, których było wiele. Moja skrzynka: www.smarzyk@o2.pl

czwartek, 07 stycznia 2010

Czasu chyba nie zmarnowałem, choć nie zajmowałem się koronka irlandzką. Zmianę planów spowodowała wyższa konieczność. Jest nią grupa miłośniczek szydełkowych i podobnych robótek, która gromadzi się co dwa tygodnie w bydgoskim Modraczku. Na każde zajęcia staram się dostarczyć modraczkowym gwiazdom szydełka w miarę interesujące wzory czy pomysły. Ostatnio każdy wolny kwadrans zajmowały im kartki z haftem matematycznym, szydełkiem robione choinkowe ozdoby, bożonarodzeniowe gadżety i podchoinkowe upominki.

Czas świąteczny za nami, przyszła pora na bardziej przyziemne robótki. Pomyślałem, że może uda się zarazić szydełkomaniaczki tym, w co teraz obfitują światowe wydawnictwa.  Jak można zauważyć na internetowych forach, sporo tam zdjęć serwetek gęstych, mało ażurowy, których głównym motywem zdobniczym jest faktura. Stąd warto przypomnieć technikę robienia słupków reliefowych, popcornów czy oczek podobnych.

koronka z reliefami

Wzór, który na środowe zajęcia zrobiłem, nie jest trudny. Do najpiękniejszych jednak nie może należeć, bo wykończenie serwetki jest niezbyt ciekawe. Dlatego na środowym spotkaniu mam zamiar zaproponować, by chętne do pobawienia się tym wzorem panie same wymyśliły inne, ładniejsze wykończenie.

koronka z reliefami - fragment

Serwetkę robiłem z nici markowych: biała Aida 15, szydełko 1,5. Pierwszy raz heklowałem nićmi firmy Coats, ciesząc się, że piękne to będzie zajęcie. Było inaczej. Nić okazała się twarda i sztywna, zbyt sztywna, by równomiernie szydełkiem oczka dociągać. Może bardziej nadaje się do pracy czółenkiem. Mam w swych zbiorach jeszcze Aidę 10. Może nią pracować będzie przyjemniej.

Wracam do irlandzkich marzeń i zamiarów. Naukę tej techniki odłożyłem na później, bo dwa dni temu dostałem prezent, właściwie jego zapowiedź. „Mam reprint wydanej w Nowym Jorku w 1909 roku książeczki „Irisch Crochet, Technique & Projects”. Mogłabym skserować i podesłać - nie oddam, bo ciągle mam nadzieję, że sama... coś... kiedyś. ..”  - to fragment maila od Czytelniczki bloga. Czyż bardziej słodszy miód wyobrazić można? Dziękuję, Pani Ewo. I ja mam nadzieję, że Pani sama… coś… kiedyś… irlandzkiego i przepięknego nam w Internecie pokaże.

Przed chwilą w mailu kolejnym czytam, że książeczka została skserowana i jutro zostanie wysłana.

Dziś chyba nie zasnę…

17:47, koronekczar
Link Komentarze (9) »
piątek, 01 stycznia 2010

2009 rok zakończyłem klęską, upadkiem i klapą! Koronka, która ostatnio pochłonęła mnie na amen, upokorzyła mnie zupełnie. Niby nie zapowiadało się na to. Dopiero po zrobieniu wszystkich jej elementów oczy kłuć zaczęła brakiem elegancji: niektóre z motywów kończyły się rzędem półsłupków pokazujących swą prawą stronę, inne lewą. Nie była też płaska. Przeciwnie, pewne motywy miały tendencję wspinania się na szczyty ściągane przez te nazbyt napięte. Wystarczy okiem rzucić, tak samo jak niedokończoną serwetę na półkę wstydu.

niezbyt ładnie zrobiona koronka

– Trąba z ciebie – zacząłem ze sobą rozmowę. – A już chwalić się zacząłeś koronką irlandzką, już laury zbierałeś… Czas do szkoły wrócić, rękawy zakasać, fałdów portek przysiąść.

Co racja, to racja! Przypomniałem sobie z jakim zacięciem stawiałem pierwsze, koronczarskie kroki. Lat temu wiele, gdy dopadł mnie piękny bakcyl motania nici szydełkiem, wiedzy na jego temat znaleźć nie było łatwo. Mama moja podstawy jej znała, jednak bardziej wierna była drutom. Na co babcia pewnie by znowu uwagę rzuciła, że robi się na iglicach, na drutach to ptaszki robią… O szydełku jednak rozmawiać nie chciała.

I naraz, wędrując bydgoską stromą ulicą Kujawską – a był rok 1969, gdy stało tam jeszcze domów sporo – na samym jej dole, w oknie biblioteki dostrzegłem książkę z napisem „Koronki”. Niestety, wieczór był późny i biblioteka już była zamknięta. Wtedy dowiedziałem się, że nawet sny można mieć koronkowe.

okładka książki

Następnego dnia pierwszym klientem byłem, z róż skromnym bukietem. Oj, długo musiałem wpraszać się w łaski Pani Bibliotekarki, bo nie z tego rejonu byłem. W końcu się udało!

Książkę napisała Jadwiga Turska. Sama też wykonała wszystkie rysunki, obwolutę i plansze. Ogrom pracowitości i wiedzy, której w tamtym czasie – czy tylko w tamtym? –  niewielu chyba docenić umiało. Wydawcą była „Watra” Wydawnictwo Kultura Życia Codziennego.

To chyba nominacja, mało doceniane przez wielu koronki stały się stały się częścią Kultury z wielkiej litery. Moje ukrywane dotąd zainteresowanie, przedmiotem dumy stać się wreszcie mogło. Te „dziury nicią obszyte” okazały się prawie tak ważne jak w czasach Ludwika, który podczas jednej z bitew przerwę w jej toczeniu nakazał odtrąbić, by oficerowie mogli… poprawić koronki.

Wstęp do książki kilka razy czytałem. O tym, że „trudno jest ustalić czas i miejsce powstania koronki”. Autorka przytoczyła też kilka legend z jej narodzeniem związanych. O tym jak jedna z ubogich robotnic tkackiej fabryki w Bruges, gdy zobaczyła nasnutą na swym fartuszki pajęczynę, postanowiła coś równie pięknego i delikatnego cieniutkimi nitkami stworzyć. Nie brak w tej legendzie nawet księcia z bajki – młodego rzeźbiarza, narzeczonego dziewczyny, który wystrugał dla niej kołeczki, by nawinięte nitki się nie plątały. I tak z ich miłości narodziła się koronka klockowa.

Rodzajów koronek jest wiele, jednak zawsze wracam do tych robionych szydełkiem, która to technicka często i wśród wielu innych, może i bardziej szlachetnych, traktowana jest jak najbrzydsza córka… A jednak ją lubię.

Nastudiowałem się tej książki wiele. Czytałem o tym, że w pierwszym okresie pojawienia się koronek, kobiety zamężne na Śląsku – chcąc odróżniać się od niezamężnych – zaczęły nosić na głowie czepce robione ręcznie, szydełkiem właśnie, z cienkiej bawełny. Technika nie wydawała się trudna, jednak w książce opisów wykonania, ani schematów takich, nie było.

zdjęcia prostych koronek koniakowskich

Trafiłem wreszcie do Koniakowa, Istebnej, Jaworzynki, do Puszczy Białej i Puszczy Zielonej. Co zobaczyłem starczało na wiele lat z szydełkiem zabawy.

A wtedy właśnie wykluwała się moja wczorajsza klęska. Zaaferowany koronką powszechnie koniakowską zwaną, nie zauważyłem nawet, że w książce Jadwigi Turskiej technice koronki irlandzkiej, gipiurą zwanej, poświęcono całe pięć stron…

Pora mi do te przewagarowane przed laty zajęcia odrobić! I to w trybie pilnym.

Teraz z innej beczki, z www.adonai.pl, słowa czerpane:

Znękana młoda matka czuła, że już dłużej nie da rady, kiedy zadzwonił telefon. Z ulgą usłyszała w słuchawce życzliwy głos:

– Cześć, kochanie. Co u ciebie?

– Och, mamo – zawołała wybuchając płaczem – co za okropny dzień. Mały nie chce jeść, zmywarka się popsuła. Potknęłam się na schodach i skręciłam nogę. Nic miałam czasu zrobić zakupów, a cały dom wygląda jak pobojowisko. A jakby tego było mało, mają przyjść goście na kolację!

– Spokojnie, kochanie, wszystko będzie dobrze – powiedział głos uspokajająco. – Teraz usiądź, przymknij oczy. Będę za pół godziny. Po drodze coś kupię i ugotuję ci kolację. Zajmę się domem i nakarmię dziecko. Zadzwonię do znajomego mechanika, żeby przyszedł dziś po południu naprawić zmywarkę. Nie płacz. Ja się wszystkim zajmę. Zadzwonię też do George'a, żeby wcześniej wrócił z pracy.

– Do George'a? – spytała oszołomiona młoda kobieta. – Do jakiego George'a?

– No jak to? Do George'a – twojego męża!

– Ale mój mąż ma na imię Frank!

Po chwili milczenia głos zapytał z wahaniem: – Przepraszam, czy to 555-17-58?

– Nie, 555-17-88 – brzmiała płaczliwa odpowiedź.

– Ojej, to pomyłka – stwierdził przepraszająco zakłopotany głos w słuchawce. – Bardzo przepraszam. Musiałam wykręcić zły numer.

Po chwili milczenia niedoszła córka spytała: – Czy to znaczy, że nie przyjdziesz?

I tu tekst się urywa… Przytoczył go nasz proboszcz dzisiaj na kazaniu.

Może warto nad zakończeniem pomyśleć…

Wstyd się przyznać, lecz książka „Koronki” nie wróciła do biblioteki. Za to, by przez lat wiele mogła ze mną pozostać, odkupić musiałem bibliotece trzy „bardziej poczytne pozycje”…

Zadanie na nowy rok mam już zadane. Wam natomiast życzę, by był zdrowy, łask Bożych pełen i życzliwości nie tylko najbliższych, a także, by wiązane, heklowane, dziane i inne robótki pomysły radość niosły wielką i największą.

21:37, koronekczar
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10